Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 898 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Moja przygoda z telewizją....

sobota, 02 października 2010 14:47

Przez wiele lat bardzo pieczołowicie strzegłam swojej "prywatności" i skutecznie odrzucałam wszelkie propozycje udzielenia wywiadów jakie niejednokrotnie otrzymywałam.Niezależnie czy była to wzmianka do gazety czy zaproszenie do radia czy telewizji.Odpowiedź była zawsze taka sama i krótka - Nie! Strach wręcz mnie paraliżował, gdy ktoś chciał mnie zaangażować do tego typu działań.Podziwiałam wtedy bardzo swoich kolegów i koleżanki, że decydują się na taki odważny w moim przekonaniu krok.Co więc się zmieniło?? Chyba nic :-)
Sama jeszcze trochę nie dowierzam, że ten niemal "wyczyn" mam już za sobą.Nie znaczy jednak, że było to łatwe i przyjemne.Kosztowało mnie wiele nerwów i robiłam to trochę  wbrew sobie i swoim przekonaniom.
Od początku towarzyszyło mi poczucie, że nie jestem odpowiednią osobą do tego programu.W sumie to tylko sprawa przypadku, że padło właśnie na mnie.Próbowałam z całych sił przekonać dziennikarza, który do mnie telefonował, że zwyczajnie nie jestem na to gotowa.Jednak on nie dawał za wygrane i działał w tak przekonywujący sposób, że powoli i małymi kroczkami zrobił to co  zamierzył sobie od początku :-)
Do samego końca zostawiałam sobie furtkę, że jakby co zawsze mogę się wycofać.Sprawy jednak szybkim tokiem zaczęły iść naprzód.W Sanoku umówionego dnia  pojawili się wspomniany dziennikarz wraz z operatorem.Los sprawił, że to przesympatyczni ludzie a wtedy zawsze trudniej jest nam odmówić...
Wszystko na początku wydawało się takie proste. Były żarty i spędzony miły wieczór, więc zapewne pomyśleli gładko z nią pójdzie...
Następnego dnia udałam się na spotkanie  w ustalone miejsce.Szłam jak na skazanie z uginającymi się nogami.Gdy weszłam wszystko było już przygotowane.Ustawiona kamera i światła...Posadzono mnie na krzesełku na przeciwko i ... wtedy dopiero zaczął się dla mnie prawdziwy koszmar.
Złowieszcze oko kamery wpatrzone we mnie nie pozwoliło wydusić słowa.Pojawiła się trema, strach przed oceną innych i zwyczajne łzy z poczucia bezradności.Była także ogromna chęć ucieczki.Jednak z całych sił starałam się zebrać w sobie.Stchórzyć jest zawsze najłatwiej, czyż nie ??
Ja jednak chciałam  w końcu stawić temu czoła.Tymbardziej, że wjechano mi na ambicję słowami, że skąd ludzie mają wiedzieć co to jest ta MUKOWISCYDOZA skoro nikt o tym nie chce  mówić ?? No tak, trudno było nie przyznać im racji.
Było mi jednak tak wstyd, że przed obcymi osobami muszę przełamywać swoje opory i jeszcze opowiadać o  tak osobistych i delikatnych dla mnie sprawach.Trochę czasu minęło zanim udało się coś nakręcić.
W moim odczuciu to był jeden bełkot i nic sensownego, ale oni stwierdzili, że coś są w stanie z tego wybrać.Tymbardziej, że na czołówkę potrzeba tylko parę zdań.Byłam wdzięczna, że okazano mi tyle zrozumienia i cierpliwości.
Robili wszystko bym się nie stresowała i miała tyle czasu ile tylko potrzebuję.Cieszyłam się bardzo gdy kamera została wreszcie schowana i znowu można było poczuć się bezpiecznie i całkiem sobą.Jednak cóż to był dopiero pierwszy krok, więc nie koniec stresu.Została wyznaczona data wyjazdu do Warszawy bo tam w studiu miało odbyć się właściwe już nagranie.Wysłano  po mnie kierowcę, ponieważ  zdrowie już nie pozwala mi przemieszczać się jak dawniej  autobusem czy pociągiem.Tymbardziej, że byłam tuż przed leczeniem klinicznym, więc występ w telewizji zaliczyłam z gorączką i kiepskim samopoczuciem.
Nie chciałam jednak przekładać terminu nagrania bo to nie przymierzająć tak, jakbym sobie sama serwowała dłuższe siedzenia na bombie.Chciałam mieć to już za sobą i zwyczajnie móc przestać o tym myśleć.
Tego sądnego dnia koło południa zamówiona taksówka dowiozła mnie na miejsce, czyli do gmachu telewizji.Przerażały mnie obco wyglądające korytarze bo ze swoim brakiem orientacji jakbym nawet chciała uciec z pewnością do wyjścia bym nie trafiła.Tak, tak tę ewentualność ponownie rozważałam :-)  Jeszcze na dodatek  wszystkie drzwi otwierane na kartę!! Myślę, to jestem ugotowana - odwrotu nie będzie...
Następnie oddano mnie w ręce osobie, ktora miała mnie przygotować.
Zapytałam tylko panią  czy zrobi ze mnie piękną i wysoką blondynkę.Stwierdziła, że tak, więc ochoczo oddałam się w jej ręce.Pomyślałam sobie, że skoro już tu jestem niech coś z tego mam.
Każdy na moim miejscu chciałby wynegocjować coś dla siebie. (Tymbardziej, że żadnego wynagrodzenia  nie otrzymałam jak niektórzy ze znajomych próbowali sugerować )
Zostałam za to profesjonalnie umalowana i uczesana.Jednym słowem jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki doznałam przemiany.Zniknęły nawet podkrążone oczy, oznaki choroby i zmęczenia.Cóż w powiedzeniu, że telewizja kłamie jednak dużo z prawdy jest ;-)
Było to w tym przypadku baaaaardzo miłe uczucie.Koniec końców przecież jestem kobietą!!!  Próżność, więc  to moje drugie imię :-)
Po chwili relaksu trzeba było spaść niestety na ziemię a lądowanie było dość twarde ;-/ Jednak musiałam odbębnić to w jakim celu się tam zjawiłam.
Pewnie dla osób które nie były w takiej sytuacji wydaje się, że skoro chrzest bojowy miałam już za sobą dalej było już z górki.Zresztą czym się  stresować?? Teoretycznie owszem było trochę  łatwiej, ale w praktyce niebardzo.Nowe otoczenie, wszędzie mnóstwo obcych osób.Nigdy nie sądziłam, że na planie jest ich jak mrówek.Nikt wczesniej też nie dał mi żadnych pytań, więc nie było możliwości przygotować się by "jakoś" wypaść.Miłe jedynie było to, że osobą która mnie przepytywała był mój ulubiony z ekranu Szymon Hołownia.Jednak to przecież obcy facet !! Ciężko jest tak się od razu przed kimś otworzyć na tak osobisty temat jak nieuleczalna choroba.Starałam się nie myśleć, że osoby na planie to i tak pryszcz w porównaniu z tym ile ludzi to może zobaczyć.Naiwnie sądziłam, że przynajmniej znajomych mam z głowy.Przecież nikt przypadkiem na mój występ nie trafi, skoro nie dam nikomu znać.Obcymi sobie nie zaprzatałam głowy. Cwaniakowałam w myślach powtarzając w kółko tylko jedno : spokojnie kto w końcu ogląda religię tv, kto ich ogląda ??Ja o tej stacji dowiedziałam się dopiero gdy padła propozycja wystąpienia w programie "Ludzie na walizkach", więc kto o nich kiedyś słyszał ??
Jak wielkie  było moje zdziwienie gdy po programie rozdzwoniły się telefony.Odebrałam też mnóstwo smsów i maili.Kto nie widział premiery w niedzielny wieczór nadrobił to w czasie trwania powtórek.
W wielkim szoku byłam, że tak szybko rozchodzi się zwykła nic nie znacząca przecież wiadomość.Szkoda, że czynienie dobra nie przybiera w ludziach tak wielkich rozmiarów jak zwykła plotka.Dziękuję jednak przyjaciołom za te wszystkie ciepłe słowa i gesty jakich mi nie szczędzono.Bardzo mnie podniosły na duchu bo samego siebie odbiera się potwornie.Widzi się każdy mankament a nic dobrego nie umie dostrzec.Przynajmniej mnie się to nie udało.Nawet nie byłam w stanie od razu tego obejrzeć.Zwyczajnie nie mogłam na siebie patrzeć  !!
W tej chwili pamiętam już same miłe aspekty tej wyprawy do stolicy.Spotkanie z miłymi ludźmi, żarty, zdjęcia i dedykacje.Stres był tak miły, że opuścił mnie od razu gdy tylko było po wszystkim.Jakby psychika chiała wymazać to co przed chwilą się ze mną działo.Mam też ogromną nadzieję, że jeśli znów przyjdzie mi stawić czoła takiemu wyzwaniu będzie to dla mnie jak przysłowiowa bułka z masłem.Zwykła formalność ;-)
Przynajmniej tego właśnie bym sobie bardzo życzyła :-)


Podziel się
oceń
19
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 28 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  15 800  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O mnie

Walczę o oddech każdego dnia.To bardzo nierówna walka bo z bezlitosną chorobą-MUKOWISCYDOZĄ....

O moim bloogu

Mukowiscydoza to choroba genetyczna, nieuleczalna i niestety śmiertelna. Chorzy zmagają się z nią codziennie, poddając się rehabilitacji i przyjmując wiele leków, odżywek, enzymów, an...

więcej...

Mukowiscydoza to choroba genetyczna, nieuleczalna i niestety śmiertelna. Chorzy zmagają się z nią codziennie, poddając się rehabilitacji i przyjmując wiele leków, odżywek, enzymów, antybiotyków, witamin, aby optymalnie zadbać o swoje zdrowie i przedłużyć życie. Niestety kończy się ono zbyt wcześnie! Średni czas życia chorego w Polsce wynosi 24 lata! Walka z chorobą okupiona jest olbrzymimi wyrzeczeniami, cierpieniem i bólem. Koszty leczenia, mimo wysiłków o ich obniżenie ze strony PTWM, są nadal bardzo wysokie. Kosztów, jakie ponosi psychika chorego i jego rodziny, a związanych ze świadomością skutków, jakie ta choroba przynosi, nie sposób policzyć. Każda dowolna, choćby najmniejsza kwota pomoże w moim leczeniu.Wpłaty można dokonać na specjalnie wydzielony rachunek bankowy jaki posiadam w Fundacji Matio : BPH PBK S.A. Oddział Kraków nr 36 1060 0076 0000 3200 01329248 koniecznie z dopiskiem- dla Anety Sebastyańskiej Wszystkim dziękuję..

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15800

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Favore.pl

Bloog.pl